![]() |
|
Wielka Mgławica Andromedy na zdjęciu z Obserwatorium Narusy
|
Czego oczy nie widzą, to znajdziemy na zdjęciu. Tak parafrazując znane powiedzenie, zachęcamy do wspólnej fotografii głębokiego nieba. Temat bliski naszemu obserwatorium, który dobrze leży na sercu, bo chociaż trudniej objąć w astronomii skale, to ciągle pozostajemy wśród obiektów i praw natury. Jest w tych odległych światach coś czystego i pierwotnego, co sprawia, że dobre zdjęcia Kosmosu mogą być ukojeniem dla naszych zmysłów. Ale co to znaczy dobre zdjęcie?
Piękno ukryte wśród gwiazd wydobywamy na różne sposoby, jednak wszystko zaczyna się od przyłożenia oka do teleskopu. Tak otwiera się przed nami świat mgławic i galaktyk, ale czy zachwyci, zależy trochę od naszego podejścia. Najczęściej zobaczymy rozmytą, szarą plamkę i tylko wyobraźnia wsparta wiedzą może ją zamienić w mgławicę, czyli gigantyczną chmurę gazu i pyłu, w której rodzą się nowe gwiazdy, albo w galaktykę miliardów gwiazd, wielką wyspę Wszechświata.
Jeżeli szukamy wsparcia w zdjęciach z internetu, to możemy się zdziwić. Natrafimy na wiele obrazów tego samego obiektu, które wyraźnie się od siebie różnią, a najmniej przypominają to, co widzimy przez teleskop! Wtedy nasuwa się pytanie, czy te piękne, kolorowe zdjęcia Kosmosu są prawdziwe? Nie trzeba szukać daleko, aby poczuć te różnice. Ponad miesiąc temu, na kilkanaście godzin naszym niebem zawładnęła zorza polarna. Chwilę później internet zalały jej zdjęcia z nasyceniem kolorów, które przebija wszystko, co widoczne gołym okiem.
Nasze wrażenia wzrokowe to tylko migawki, chwile złapane w locie. Dzięki temu oko dobrze się sprawdza zarówno w ciemnym pokoju, jak i w jasnym świetle dnia. Matryce aparatów i kamer mają zdolność kumulacji światła i przewagę tam, gdzie zależy nam na wydobyciu tego, co najsłabsze. W astronomii znaczenie mają już pojedyńcze fotony światła. Także te niepotrzebne, co powstają w spontanicznych procecach na czułej matrycy aparatu, nawet przy zamknietej migawce. Nie da się ich uniknąć i nie różnią się niczym od światła, które wędrowało do nas miliony lat. Sprawiają, że zdjęcie jest zaszumione, ale szczęścliwie dla nas, szum nie rośnie z czasem, a zależy tylko od temperatury. Stosując dłuższe ekspozycje, podnosimy stosunek sygnału do szumu. Od czasu naświetlania zależy, ile szczegółów wydobędziemy z szumu na pojedyńczym zdjęciu. Jest tu spora dowolność, która sprawia, że mamy tyle różnych obrazów jednego obiektu nieba. A skąd się biorą kolory pozornie szarych mgławic i galaktyk? W oku są dwa rodzaje komórek czułych na światło - pręciki i czopki. Pierwsze są bardzo czułe i odpowiadają za widzenie nocne, ale niestety nie rozróżniają kolorów. Drugie działają przy dobrym oświetleniu i umożliwiają widzenie barw. W ciemną noc wśród słabych obiektów, z mędrca szkiełka i oka najczęściej zostają tylko pręciki. Skomplikowana biologia stoi za powiedzeniem, że w nocy wszystkie koty są czarne. Te same oczy, ciągle najcudowniejsze detektory świata, mówią nam, że w nocy wszystkie mgławice są szare.
Galaktyka Andromedy, mgławica Hantle i mgławica Koński Łeb uchwycone w Obserwatorium Narusy przez naszych gości.
